

Stracilam go...Straciłam go gdzieś między promieniami słońca a oszkloną szafąStracilam go...
jeszcze przez pewien czas powtarzałam sobie wróci! przecież nie mógł odejść na zawsze dobrze go traktowałam karmiłam też całkiem przyzwoicie nawet zamiatałam kąt w którym miał zwyczaj sypiać
a jednak nie wrócił nie wiem dokładnie ile to minęło
od dnia kiedy odszedł dwa miesiące, pół roku a może znacznie krócej?


Drewniana wariacjaW chwilach mojej słabości uderzam palcami o blat stołu Wybijając melodie sękatego drewna obleczonego w nić metalu Melodia jest cicha trochę niepewna Jakby wydarta z innego świataDrewniana wariacja
Trudno mi w chwilach mojej słabości Zaprzestać tych małych koncertów Tej drewnianej wariacji
I pewnej jesiennej nocy Wśród krzyków wiatru i nawoływań deszczu Staję twarzą w twarz z małym niskim człowieczkiem Który trzyma batutę w dłoni
Lekko schrypniętym


Z modlitwa na ustachZe szczerą modlitwą na zakrwawionych ustach staliśmy się bardziej ludzcy to nic, że biją nas po głowieZ modlitwa na ustach
drewnianymi pałkami nas przecież nimi nie złamią
W chwili największego bólu stajemy się tacy bliscy raju coś w tym jest pięknego te oczy zachodzące bielmem widzą coś o czym my na razie się nie dowiemy
A później ze wstydem w oczach nasi szlachetni prześladowcy tracą nasz puls zakrwawionymi ścierkami przykrywają ostatn
rudzielec 2
--
the world is a vampire.
--
--
Life is too important to be taken seriously (Oscar Wilde)
Previous Page12345...Next Page